Ilona Budzbon Studio | Blog
1
archive,category,category-uncategorized,category-1,ajax_fade,page_not_loaded,,columns-4,qode-theme-ver-13.1.2,qode-theme-bridge,wpb-js-composer js-comp-ver-5.4.5,vc_responsive
 

Blog

Trailer of our new film about Copts!

Due to the unstable political situation in Egypt, the movie waited three years for emission…

(I am the author of the script, second camera and assistant director).

Have you ever seen the documentary of Andy Capper “The VICE Guide to Liberia”?

I saw the movie and immediately I knew that being in Liberia I have to visit West Point – slum district, in the center of Monrovia – capital of Liberia.

Liberia © Ilona Budzbon

Liberia © Ilona Budzbon

Liberia is the poorest country in the world, and West Point is the poorest part of the capital. This is the a place from which few weeks ago a group of men robbed the centre of treatment of patients with Ebola, taking sheets and mattresses. The thieves were not found!

Liberia © Ilona Budzbon

Liberia © Ilona Budzbon

Liberia © Ilona Budzbon

Liberia © Ilona Budzbon

The Government of Liberia fears of an outbreak of Ebola in the capital – West Point is about 4 minutes drive from the Palace of Madame President.

© Ilona Budzbon

© Ilona Budzbon

Here is the poorest part of the world. Here is the place from where people prefer to get sick on Ebola than to let their children starve to death. What’s better? They have such a choice. They do not have another…

© Ilona Budzbon

© Ilona Budzbon

 

 

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon


Aż do najbliższej niedzieli można podziwiać, ułożony na głównym rynku w Brukseli, dywan z kwiatów.
Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon


Kwiatowa piękność rozpostarta jest na 2000 metrów kwadratowych i składa się z 700 tysięcy begonii.
Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon


Tradycja układania kwiatowego dywanu w Brukseli ma już 41 lat. Impreza odbywa się regularnie, co 2 lata.
Kolorowy dywan nie jest jedynym powodem, dla jakiego warto odwiedzić stolicę Belgii.

Bruksela ma do zaoferowania piękną starówkę, znane muzea, restauracje z menu z całego świata (specjalnością Belgii są mule, a sezon na nie właśnie trwa!!!) oraz… istne skarby za witryną sklepów z czekoladą

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon


i ciastkami.
Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon


Zapraszam na krótki spacer….
Manneken Pis: Brussel symbol © Ilona Budzbon

Manneken Pis: Brussel symbol © Ilona Budzbon


Until next Sunday you can see, placed on the main square in Brussels, a huge flower carpet.
Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon

Flower carpet in Brussel © Ilona Budzbon


Floral beauty is spread out on 2,000 square meters and consists of around 700 000 begonia. The tradition of placing the flower carpet in Brussels has already 41 years. The event is held regularly, every 2 years. Flower carpet is not the only reason why it is worth visiting the capital of Belgium. Brussels has to offer beautiful Old Town, famous museums, restaurants with menus from around the world (Belgium specialty are mussels, and this is the peak of the season!), and … shops full of chocolates and biscuits. I invite you for a short walk with me….
In Brussel © Ilona Budzbon

In Brussel © Ilona Budzbon

Ostatni weekend był pierwszym ciepłym wiosennym weekendem w Holandii. Pomimo bardzo silnego wiatru, w pierwszy ciepły dzień – piątek, od samego rana, fotografowałam tulipany w Keukenhof.
Miałam z czego wybierać – co roku zasadza się tam, ręcznie (!) 7 milionów cebulek,

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

z czego większość to cebulki tulipanów.

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Pierwsze wiosenne noce, podczas których temperatura utrzymuje się powyżej 10 stopni, nagradzają holenderskich ogrodników istną symfonią barw:

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

wszystkie cebulki rozkwitają, na czerwono, niebiesko, biało, żółto, fioletowo, a nawet czarno!

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Tegorocznym tematem przewodnim ogrodu Keukenhof jest Polska.

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Keukenhof 2012 © Ilona Budzbon

Ogrody w Lisse czynne są, co roku, od początku marca do połowy maja. Odwiedzam je co roku, już od 5 lat i nigdy się nie nudzę!

Co prawda zima już odchodzi, ale jeszcze tydzień temu trzymała z całą mocą. Dziś siedzę na krześle i w przerwach między wystukiwaniem literek na komputerze – patrzę na szarą Warszawę. A jeszcze dwa tygodnie i tydzień temu fotografowałam łyżwiarzy.

Czy widzicie fotografa w pracy? © Ilona Budzbon

Czy widzicie fotografa w pracy? © Ilona Budzbon

Rano podpatrywałam ich z aparatem, a około godziny 14 sama wpinałam się w hokejówki. W ubiegła sobotę dałam radę przejechać 25 km pętlę, po naturalnym lodzie, na zamarzniętych kanałach Wiatrakowa (Holandii). Fotoreportaż już niebawem! Dziś, dla zanęcenia: oto ja

Moje zimowe szaleństwo... © Ilona Budzbon

Moje zimowe szaleństwo... © Ilona Budzbon


i moje dzielne hokejówki

Pływający Targ Damnoen Saduak pod Bangkokiem

Pływający Targ Damnoen Saduak pod Bangkokiem

Podróże wymagają różnych przygotowań – raz cięższych, raz lżejszych. To trzeba nauczyć się jeździć konno, to spakować kajak w bagaż do samolotu, to uciąć rączkę od szczoteczki do zębów, by mniej dźwigać podczas wspinaczki.
Mój tegoroczny wyjazd do Azji nie wiązał się z niczym, o czym napisałam przed chwilą. Przygotowania ograniczyłam do… obejrzenia masy programów kulinarnych i spisania nazw potraw, których spróbować muszę i tych, które powinnam omijać szerokim łukiem. Tak, jeszcze w domu wiedziałam, że moja wyprawa kręcić się będzie wokół jednego słowa “JEDZENIE”.

Tajowie jedzą wszędzie i o każdej porze dnia i nocy!

Tajowie jedzą wszędzie i o każdej porze dnia i nocy!

Nietrudno domyślić się, gdzie pojechałam – oczywiście do Tajlandii!
Pierwszy dzień w Bangkoku? Posłuchajcie od początku.
Rankiem, parę kroków od hotelu, znalazłam knajpkę z zupami. Na śniadanie, najchętniej, zjadłabym klejący ryż z mango i sosem kokosowym, ale Tajowie wcinają ten frykas wieczorem. Dodatkowo wyznają zasadę, że jak śniadanie to konkretne i ostre!
W knajpce, której najlepszą rekomendacją był brak “białych twarzy” zamawiam zupę kurczakową. Pierwszy łyk smakował chili i moimi łzami. Dopiero po dłuższej chwili zupa zaczęła miło obiecywać pełen kulinarnych przygód dzień, przed którym należało się solidnie posilić!
W ciasnej i nie za czystej dzielnicy sprzedawców samych żelaznych łańcuchów (!), nieopodal dworca kolejowego, kupuję smażony klejący ryż, owinięty w liść banana (Khao Mao Thot). Nie wygląda za świeżo, ale nie mogę nie spróbować. I nie żałuję!

Klejący ryż

Klejący ryż w bananowym liściu

Potem zaszywam się w Dzielnicy Chińskiej.

Pieczone prosiaczki w China Town

Pieczone prosiaczki w China Town

Lekko pada, ale stoiska jedzeniowe buchaja parą! Zaglądam pod każdy parasol: próbuję słodkich, drożdżowych pampuchów (Salapo) z orzechowym nadzieniem i nie mogę nie spróbować smażonych chińskich pierożków z krewetkami. Na deser porywam torebkę bananów (mieszanka kilku, nieznanych mi gatunków) smażonych w cieście sezamowym (Khanom Kaek). Po tej uczcie, niechcący, wpadają mi w ręce pyszne jajeczne placuszki, z gorącej blachy, ze słodkim nadzieniem.
Mija niecałe pół dnia, a ja mam już na koncie kilka różnych potraw Czuję jednak, że moja wola kulinarnych poszukiwań jeszcze nie osłabła. Udaję się w kierunku centrów handlowych na Siam Square. Po drodze “oswajam” nabite na patyczki ośmiorniczki z rusztu, oblane sosem chili. Piekące usta traktuję pyszną babeczką jajeczną (taka sama, jak w Polsce – słowo daję!).
Obiecuję sobie, że aż do kolacji nie zjem niczego więcej. Spod Siam Square maszeruję do dawnej Bramy Umarłych (Bramy Duchów), przy której mam nadzieję znaleźć jeden z najstarszych w Bangkoku Domów Pad Thai (restauracji, serwującej tradycyjny tajski makaron z dodatkami). Niestety – nie umiem oprzeć się pierwszym napotkanym naleśniczkom z bananami, polanym słodkim mleczkiem sojowym (Khanom Buang).

Bananowe naleśniki - na śniadanie i.. o każdej porze dnia i nocy

Bananowe naleśniki - na śniadanie i.. o każdej porze dnia i nocy

Thip Samai – dom Pad Thaia – udaje mi się znaleźć dopiero po zapadnięciu zmierzchu. Woki wystawione są na ulicę, kręci sie przy nich z pół tuzina kucharzy. Przy krawężniku stoi kilka stołów, za którymi siedzą sami Tajowie. Nie ma lepszej wizytówki dla tego miejsca!
Zamawiam Pad Thai Special – makaron ryżowy z dodatkami przypraw, kiełków, krewetek, sosów, podsmażony w woku, a następnie otoczony cienkim omletem, którego dotąd nie udało mi się w mojej kuchni przygotować. Na nie za czystym stole stoją przyprawy: suszone chili, chili w zalewie, sos z limonki, cukier, pokruszone orzeszki ziemne, sos sojowy i sos rybny. Wlewam i wrzucam na mojego Pad Thaia wszystko. Po chwili dostaję świeże kiełki, “smocze ziele” (o smaku anyżu), pędy trawy cytrynowej i naręcza natki kolendry. Mam nadzieję, że moje szczepionki na żółtaczkę i dur pamiętają, że pojechały ze mną! Jem i wiem dlaczego ten dom słynie z przyrządzania tajskiego makaronu.
Potem długi spacer i przed samym wejściem do hotelu kupuję schłodzoną, pokrojoną, smakującą starą ścierką, papaję – pycha! Tuż przed snem zimny prysznic, łyk tajskiego (też godnego grzechu!) rumu i spać!
Jestem prawie pewna, że co najmniej raz w życiu zjadłam szczurze mięso. Zdarzyło mi się to w Nepalu. W Tajlandii w ogóle nie zastanawiałam się nad tym! Nawet jeśli zjadłam szczura – był to najpyszniejszy szczur w moim życiu. Chętnie zjadłabym go raz jeszcze, byleby tylko był odpowiednio usmażony w woku, zasypany trawą cytrynową, zalany sosem sojowym i sokiem z limonki.

Szczur, karaluszki, żuczki - żaden problem, byleby tylko dobrze podsmażone i doprawione!

Szczur, karaluszki, żuczki - żaden problem, byleby tylko dobrze podsmażone i doprawione!

China Town nocą - jedzieniowy raj...

China Town nocą - jedzieniowy raj...

Ślinka cieknie... a Ty już nie możesz, bo cały dzień wcinania za Tobą!

Ślinka cieknie... a Ty już nie możesz, bo cały dzień wcinania za Tobą!

Nie wszystko... niedobre, co źle pachnie - durian - król owoców

Nie wszystko... niedobre, co źle pachnie - durian - król owoców

Wszystkiego najlepszego z okazji 93 rocznicy odzyskania niepodległości!!!

Od samego rana realizowałam zlecenie fotograficzne dla jednej z gdyńskich pracowni architektonicznych. Nie mogłam nie wykorzystać pierwszego dnia słońca i bezchmurnego nieba. Fotki z dzisiejszego poranka pokażę już za kilka dni.

Na szczęście, po zakończeniu pracy … udało mi się dogonić ogon Gdyńskiej Parady Niepodległości!

Uciekli mi Marszałek Piłsudski i Generał Haller, ale wpadłam w samo centrum parady motocyklistów:

Mikołajów na motorach:

Widziałam zabytkowy pojazd Gdyńskiej Straży Pożarnej:

ułanów:

zuchy i harcerzy:

oraz… lokalnych patriotów – kibiców Arki, którzy – po prostu – wzięli udział w paradzie (to Gdynia, nie Warszawa – tu potrafimy się bawić 🙂 :

A na koniec… mój ulubiony gdyński motyw…:

Pozdrawiam znad wystanych w kolejce, gorących, rogali marcińskich i do zobaczenia na Paradzie Niepodległości za rok. Oczywiście w Gdyni!